Już prawie rok temu wybrałyśmy się w 4 – moja mama, młodsza siostra, nasza przyjaciółka i ja na Maltę. Obiecałam wtedy dziewczynom dwa filmiki.
Dwa, bo teoretycznie oba w tematyce wakacyjno – plażowej, ale wiedziałam że ilość tematów na jednym filmiku będzie za ciężka. No i filmik za długi.
Pierwszy dostały od razu. Drugi, no cóż.. dzisiaj:

Zastrzeżeń do filmików mam sporo i mimo, że jestem przeciwna mówieniu o swojej pracy w sposób lekceważący (“aaa umiem bo to było łatwe”, “daj spokój, każdy mógłby to zrobić”, “wiesz, to była kwestia szczęścia” ) i negatywny, to tu się dzisiaj nimi podzielę.

Wiem, że jakość czasem leży.

Kręciłam filmik 3 aparatami.
GoPro 4 do Time Lapse.
Pożyczony od taty aparat Fujifilm do jednej sceny.
Wszystko inne – Iphonem 6.

Ze względu na poziom zaawansowania powyższego sprzętu było wiadomo, że nie będzie idealnie.To nie jest sprzęt z rodziny czerwonych kamer.

Wiele ujęć nagrałabym zupełnie inaczej.

Montowanie filmu daje mi mnóstwo frajdy, ale byłoby dużo łatwiej gdybym pewne ujęcia zrobiła inaczej. Nie wiem czy ktoś, kto go obejrzy też to zauważy, wiadomo że najbardziej krytyczni jesteśmy wobec siebie samych (albo przynajmniej powinniśmy), ale mi przy montażu zabrakło troszkę innego ślizgu w niektórych momentach. Wynika to też z tego, że kręcąc te filmiki nie miałam pojęcia co później z nich zrobię. Gdybym z góry wiedziała jaką historię nakręcamy albo w jaki typ uderzamy sporo rzeczy nagrałabym inaczej.

Zabrakło gimbala.

Na Malcie byłyśmy rok temu i nie miałam wtedy gimbala. Nie sądziłam, że tak mi się spodoba tworzenie filmików i że będzie on potrzebny. Każdemu, kto pyta o to jak robię filmiki od jakiegoś czasu polecam stabilizator kamery, bo naprawdę robi różnice.

Podsumowując.

Wiele rzeczy dzisiaj zrobiłabym inaczej. Filmik jest teoretycznie dzisiejszy, ale sklejony z fragmentów nakręconych z tego co miałam dostępne i na podstawie tego co umiałam rok temu.
Już niedługo będę robić kolejny, kompletnie nowy (myślę też o filmiku z Szanghaju i z wejścia na Rysy, ale to znowu praca na starym materiale) i wiem, że podejdę do niego inaczej.
I wiecie co? Za rok, o tym moim przyszłym filmiku pewnie powiem to samo co dzisiaj o tym z Malty – “Teraz zrobiłabym to inaczej”.
Dokładnie tak samo mam z szyciem, gdy patrzę na swoje pierwszy projekty.
Codziennie uczymy się czegoś nowego, mniejszego lub większego.
Przesłaniem tej notki jest ogólnie podsumowanie: ćwicz, ćwicz, ćwicz. Praktyka czyni mistrza.
Jeśli obserwujesz dzisiaj Caseya Neistata czy Petera McKinnona to jestem pewna, że każdy z nich kiedyś odpalił po raz pierwszy Premiere Pro i spędził z nim wiele godzin zanim zaczął produkować to co oglądamy dziś.

Szczerze? Mimo tych wszystkich zastrzeżeń opisanych powyżej jestem naprawdę zadowolona z tego filmiku. Podoba mi się efekt końcowy i przede wszystkim – nauczyłam się przy jego robieniu kolejnych ważnych rzeczy.

 

Pin It on Pinterest